3 października 2016

O dziewczynce i pani ze sklepu - op.społ.

Opowiadanie 1 - O dziewczynce i pani ze sklepu

  Małgorzata pracowała w sklepie od wielu lat. Jakiś czas temu zauważyła, że pod sklepem codziennie chodzi mała dziewczynka i zaczepia przechodniów. Miała czarne włosy i była ubrudzona i wyglądała na około sześcio-siedmiolatkę. Małgorzata obserwowała uważniej dziewczynkę. Dziewczynka chodziła po deptaku codziennie od samego rana z różnymi przedmiotami i próbowała je sprzedać przechodnim. Pewnego dnia Małgorzata widziała, jak podeszła do niej kobieta o cerze śniadej, czarnym warkoczu i kolorowej chustce zawiązanej na głowie, rozmawiała z dziewczynką, a potem razem na chwilę gdzieś zniknęły. "AHA!" - pomyślała Małgorzata - "Zaś na pewno te 'Romuny' kożom swoim dzieciom żebrać, zamiast sie roboty chycić!". Dziewczynka znów pojawiła się na ulicy.
  Następnego Małgorzata spostrzegła dziewczynkę wchodzącą do sklepu, w którym pracuje. Obserwowała ją uważnie, ponieważ obawiała się, że polecono jej coś ukraść. Dziewczynka podeszła do lady i powiedziała:
- Dzień dobry! Poproszę jakiś najtańszy cukierek i cytrynę.
- Dzień dobry, a masz pieniądze, by za to zapłacić?
- Tak, mam. Myślę, że wystarczy.
- A gdzie Twoi rodzice? Nie wydaje mi się, bym mogła Cię obsłużyć.
- Czy tyle wystarczy? - dziewczynka wyciągnęła drobne.
- Tak, wystarczy. Ale jesteś chyba jeszcze za mała, by robić zakupy. Chodzisz codziennie po ulicy sama, wiesz, że to jest niebezpieczne? Twoi rodzice się nie boją o Ciebie? Nie interesują się, gdzie jesteś?
- Wiedzą, gdzie jestem, proszę Pani. Mieszkamy na poddaszu bloków na tej ulicy. Zakupy robiła moja siostra, ale musiała zostać dzisiaj z mamą. Taty to ja nie mam, mama powiedziała, że źli ludzie sprawili, że już go tu nie ma. Tato pilnuje mnie z Nieba, choć mama wątpi, że tam jest, mówi, że "zostawił nam tylko długi i biedę, i że nigdy nas nie kochał", ale ja kocham tate, choć go tu nie ma -wyszeptała - często z nim rozmawiam...
- Dobrze, sprzedam Ci to. Ale dlaczego Twoja siostra, która robiła zawsze zakupy nie mogła przyjść zamiast Ciebie? - zapytała Małgorzata nieco zmieszana.
- Bo ja jestem za słaba, żeby mamie pomagać. Mama wygląda troszkę jak ufo, bo wypadły jej wszystkie włosy! Siostra mówi, że to przez chorobę i lekarstwa.
- Aaa.. a siostra ile ma lat?
- Kilkanaście.. nie pamiętam nigdy. Ale ona jest silna i nosi też chustkę, żeby mamie nie było przykro. Dzisiaj musiała zostać z mamą, bo mama rano miała atak padaczki, wie Pani co to jest?
- Słyszałam o tym...
- To jest taka straszna chwila, kiedy mama sie rzuca jakby ją poraził prąd. To się zdarza jej często ostatnio. Mama ma pełno siniaków i rozgryziony język, chyba by Pani nie chciała tego widzieć.
- Chyba nie... - odparła coraz bardziej zszokowana Małgorzata i wybrała odpowiednią kwotę pieniędzy za cukierka i cytrynę.
- A może Pani by chciała ode mnie coś kupić? Mam różne znaczki pocztowe, figurki i stare pieniądze.
- Dlaczego to sprzedajesz?
- Żeby mama miała na leki, musi się leczyć, bo jak umrze to nas rozdzielą. Siostra ani mama nie pracują, to muszę ja coś nazbierać, więc sprzedaje to, co jeszcze mamy. To chce Pani coś?
  Małgorzata stała jak słup i nie wiedziała co ma zrobić. Po chwili powiedziała:
- Tak, bardzo chętnie, wezmę wszystkie znaczki jakie masz.
- Mam teraz 7 znaczków, a każdy sprzedaję za 20 groszy. Więc to będzie 20... i 20... to razem... 40, i 20...
- Świetne znaczki! Dam za nie dużo więcej. - Małgorzata zgrywała kolekcjonerkę i wyciągnęła z kasy banknot 100-złotowy.
- Oh! Dziękuję! Ale się ucieszą w domu! - wzięła zakupy i pieniądze i wybiegła ze sklepu. - Do widzenia!
   Trzy tygodnie później dziewczynka przyszła razem z siostrą do sklepu, w którym pracowała Małgorzata.
- Dzień dobry! - przywitała swoje klientki, które pustym wzrokiem spojrzały na nią.
- Poprosimy coś podwójnego, albo coś co można podzielić na pół, tak, by tylko razem tworzyło całość. - powiedziała starsza siostra.
- Hmm.. ciężko mi o coś takiego..
- To ta Pani kolekcjonerka, co kupiła kiedyś ode mnie znaczki tak drogo. - wtrąciła dziewczynka.
- Szukamy czegoś - ciągnęła dalej starsza siostra - co pozwoli nam być razem, nawet kiedy będziemy osobno...
  Starsza siostra rozpłakała się... Małgorzata domyśliła się o co chodzi: "Pewnie matka umarła, a dziewczynki rodzielą".
- Przepraszam - mówiła starsza siostra - jest nam bardzo ciężko, a nie mamy nikogo, kto by nam pomógł...
- Jeśli macie chwilę czasu to zapraszam was tutaj na herbatkę.
- My...? Bardzo chętnie.
   Usiały razem i przetoczyły wielkie koło dyskusji, rozmów i wyżaleń. Małgorzata wyznała, że zawsze marzyła o córce, choć nigdy nie mogła jej mieć, a w jej domu nie brakuje miejsca.
- Więc jeśli chciałybyście zostać razem... Nie mam takiej rzeczy, która pozwoli wam pozostać blisko siebie, ale mogę wam ofiarować zacisze mojego domu jak wasza przybrana matka, w zamian oczekuję tylko, byście chodziły do szkoły i były mi jak córki.
   Dziewczynki nie miały lepszych pomysłów i propozycji, więc się zgodziły.
   Z tego układu po wielu latach zrodziła się piękna miłość i zupełnie inne podejście Małgorzaty do swoich klientów i w ogóle do innych ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz