23 sierpnia 2015

Opowiadanie w dwóch częściach: "Abrakadabra", część 2

"Abrakadabra"

    Tydzień później zadzwonił do mnie ojciec Lissy i powiedział, że zaginęła. Wyszła wieczorem z Arminem na kolację i nie wróciła do domu…


   Idę kupić jakąś sukienkę mojej małej córeczce - pomyślałam. Zbliża się jej roczek, mojej drogiej Kim. Szkoda, że ani matka, ani Lissa nie zobaczą mojego małego skarbu, że nie mogły być na moim ślubie...

   Minęło już kilka lat odkąd Lissa zaginęła. To, czego dowiodło śledztwo, nadal jest dla mnie nie zrozumiałe, nadal nie wierzę w to, że ona nie żyje. W lesie nieopodal miejsc, gdzie spotykała się z Arminem odnaleziono jej ubrania, w strzępach, w krwi, a obok niemal doszczętnie spalone ciało Lissy. Spłonęły całe włosy, twarz, większość mięśni i tkanek... Aż strach o tym myśleć. Ja nie chciałam jej oglądać, nie mogłabym. Dzięki mojemu chłopakowi, który teraz już jest moim mężem i psychoterapii udało mi się przetrwać ten wstrząs. Niestety, ojcu Lissy się nie udało. Kiedy dowiedział się o śmierci córki i tragicznego stanu jej ciała nie miał już nic do stracenia. W ciemnej i cichej nocy zszedł do piwnicy i w bardzo profesjonalny sposób skonstruował sobie stryczek, by zakończyć swoje cierpienie na Ziemi. Nie zostawił żadnego listu, nic. Po prostu - powiesił się. To straszne? Wnikając głębiej w tę historię, dopowiem, że ojciec Lissy mieszkał sam. Wisielca odnaleziono dopiero kilka dni później, kiedy to policja zainterweniowała, gdy nie wstawił się na komisariat by zeznawać w sprawie zabójstwa Lissy. Wyobraźcie sobie, w jakim stanie go zastali...
   Ciekawe było to, że nie było nigdzie żadnych odcisków palców, a przez spalone ciało nie można było wiele wywnioskować. Ja byłam pewna, że Armin ją zamordował. Niestety, ten chłopak tak na prawdę nie istnieje. Nie ma takiej osoby. Znałam adres jego mieszkania, ponieważ Lissa opowiadała mi o tym. Komisarz policji nie kiwnął palcem, uważał, że zmyślam. Nie ma takiej osoby jak Armin. Wynajęłam prywatnego detektywa, bo wszędzie uznawali mnie za wariatkę. Udałam się więc z detektywem w miejsce zamieszkania Armina. Detektyw pukał do drzwi, ale nikt nie odpowiadał. Udało nam się włamać. Weszliśmy do środka. Po tym co ujrzałam, sama uznałam siebie za wariatkę. Mieszkanie było bardzo podobnie umeblowane do tego z opowiadań Lissy, z tym, że wyglądało na opustoszałe od wielu lat. Wszędzie kurz i pajęczyny, skrzypiąca podłoga, grzyb, żadnych ubrań, żadnych pamiątek i dokumentów. Były za to specyficzne figurki, takie jakie miały być, duże okno połączone z balkonem, takie jakie miało być, stara japońska lampa w kształcie filiżanki, taka jakiej się spodziewałam...
     Nic już z tego nie rozumie. Co się stało z moją siostrą? Co się stało z Arminem?
     Postanowiłam zapomnieć o wszystkim i zacząć nowe życie. Teraz już mam rodzinę, a to było dawno temu. Teraz potrafię o tym nie myśleć i idę kupić sukienkę córce.
    - Dla rocznego dziecka, najlepiej biała.
    - Mamy takie do wyboru, tę czy tę?
    - Tę.
    - To będzie 74,99.
    - Proszę. Do widzenia!
    - Do widzenia!
   Usiadłam w parku, żeby zrelaksować się na chwilę. By podziwiać wspaniałą zieleń trawy i śpiew ptaków. Otworzyłam gazetkę dla kobiet i przeglądałam przepisy kulinarne. Przeszedł mnie dreszcz... Czuję czyjś wzrok na sobie. Wychylę tylko wzrok ponad gazetę. Jakiś tajemniczy mężczyzna, elegancko ubrany stoi odwrócony centralnie w moją stronę na następnej uliczce i patrzy wprost na mnie. Zrobiło mi się gorąco... "Boże, niech on sobie idzie!" - pomyślałam. Skierowałam wzrok na gazetę, a potem na powrót na uliczkę. Już go nie było. Usłyszałam dzwonek sms w mojej torebce, więc obróciłam się w bok, by wyciągnąć telefon, a mężczyzna siedział na ławce, tuż obok mnie i wpatrywał się przerażającym, hipnotyzującym wzrokiem. Serce podeszło mi do gardła. Cała oblałam się potem. A on odezwał się: "Wierzysz w to, że Lissa nie żyje? Abrakadabra..." I już go nie było. Pozostała na ławce mała karteczka z napisem "Pulau Menyihir", co udało mi się później odczytać jako "Wyczarowana wyspa". Cały dzień przeszukiwałam internet szukając informacji o Pulau Menyihir, ale ona nie istnieje.
   Nazajutrz przechodząc obok domu kultury ujrzałam na tablicy plakat z napisem "ZACZAROWANA WYSPA - opera, z wątkiem z dramatów szekspirowskich - tragicznych kochanków na wyspie z Burzy. 30 sierpnia, godz. 20:00 ". Nie chciałam mieszać w to mojej rodziny, więc moją małą Kim zajęła się tego dnia opiekunka, a mąż był w tym czasie w pracy. Miałam odłożone pieniądze na wyjazd do Aqua Parku, ale Kim i tak jest jeszcze malutka, a wyjazd można przełożyć. Po prostu coś kazało mi iść na tę operę. Kupiłam bilet i kilka dni potem zasiadłam w czerwonym fotelu. Zgasły światła. Usłyszałam piękny kobiecy głos, po chwili spostrzegłam, że był bardzo podobny do głosu Lissy, kiedy podśpiewywała sobie ulubione piosenki w zaciszu swego pokoju jako nastoletnia dziewczynka. Przeszły mnie dreszcze. Wysoki głos miał być "wprowadzeniem do opery". Myślałam, że zemdleję, gdy białe światło wyraźnie oświetliło śpiewającą postać, wyglądała jak Lissa. Wtopiłam się w fotel, a oczy niemal mi wypadły z wytrzeszczania ich. Na scenie pojawił się mężczyzna. Zbiegiem okoliczności, był to ten, którego spotkałam na ławce w parku. Porwał śpiewaczkę w tył sceny i oboje zniknęli w dymie, który przeniknął całą salę. Nagle nastała na scenie noc. Ujrzałam wyspę, a wokół niej wodę, prawdziwą wodę. Woda zaczęła się lać ze sceny niczym wodospad, a ja spostrzegłam, że nie ma na sali nikogo. Wspięłam się ze strachem na fotelik, gdy woda sięgnęła moich nóg. Po chwili nie stałam już na fotelu, tylko na piasku, na Zaczarowanej Wyspie, na Pulau Menyihir. Przede mną płonęło ognisko, przy którym siedziała Lissa i mężczyzna z parku, teraz spostrzegłam, że to Armin. Myślałam, że to jakiś sen, ale Lissa podeszła do mnie i powiedziała:
   - Nie bój się... Usiądź z nami i posłuchaj, ja wcale nie umarłam.
    Włosy stały mi dęba i chciałam się rozpłakać, tylko nie wiedziałam czy ze szczęścia czy ze strachu. Usiadłam, żeby się nie przewrócić.
   - Wiem, to może być dla ciebie szok. Ta wyspa jest prawdziwa, to miejsce i my też. Chciałam się z tobą zobaczyć, ale nie wiedziałam jak to zrobić, bo pomyślałabyś, że jestem duchem. Pozwól mi wszystko wyjaśnić... Mój ojciec był prześladowany przez policję i detektywów od dawna. Odkąd mama nie żyje ciągle go nachodzili i on i ja nie mieliśmy spokoju. Gdy poznałam Armina, mojego ukochanego wymarzonego chłopaka poznałam także tajniki iluzji i jej potęgę. Iluzja to nie magia, magia nie istnieje. Za zgodą Armina wtajemniczyłam w to mojego ojca i wspólnie obmyśliliśmy plan ucieczki i rozpoczęcia nowego życia w nowym, lepszym miejscu. Musieliśmy wyjechać aż tu, na drugi koniec świata i urządziliśmy się na tej wyspie.
   - Przecież, przecież... - próbowałam coś z siebie wydusić. - Przecież ty spłonęłaś!
   - Nie, nikt nie spłonął. To nie było prawdziwe ciało. Wszystko zaplanowaliśmy. To była iluzja, upozorowanie. Wszystko jest nie prawdą - moja śmierć, śmierć mojego ojca, który niesie nam właśnie soki - faktycznie szedł w ich stronę z egzotycznymi napojami w skorupkach kokosowych. - Nawet istnienie Armina, mojego już męża iluzjonisty i jego mieszkanie...
   - Jak mogłaś... Jak mogłaś mi to zrobić?! Przecież ja się załamałam, ty jesteś moją siostrą idiotko! - zaczęłam płakać.
    - Przepraszam cię, na prawdę... musiałam tak postąpić, inaczej mogłabyś coś wygadać, a my bardzo chcieliśmy stamtąd uciec. Uciekliśmy także od przykrych wspomnień, nie cierpimy już tak z powodu utraty matki. Wiem, że masz rodzinę, męża i córkę, Kim. Byłam w tedy przy tobie jako nowa sąsiadka -  pani Dizzy z trzeciego piętra. Ona nie istnieje, to byłam ja, w tych najważniejszych momentach twojego życia i kiedy po raz kolejny widziałam, że jest ci przykro z powodu mej straty postanowiłam wyjawić ci ten sekret.
   - I co teraz? Co dalej? Zostajecie tutaj na zawsze?
  - Tak. Jeśli chcesz i dla ciebie i twojej rodziny stworzymy "Abrakadabra", dzięki któremu zamieszkacie z nami na wyspie. Hm?
   - Lisso, dlaczego nie wrócisz? Tak mi ciebie brakuje, a ja nie mogę narażać swojej rodziny na przekręty.
  - W takim razie zostawiam ci to lusterko. Jeśli będziesz chciała otwórz je, ja jestem zawsze po drugiej stronie, jestem zawsze dla ciebie. Jeśli chcesz porozmawiać, po prostu mów, jeśli chcesz mnie spotkać, dotknij lusterka i tak się stanie. A teraz, ukochana siostro... Abrakadabra.
    Siedziałam na łóżku w sypialni. Mała Kim grzecznie spała, nie było opiekunki. Trzymałam w ręku okrągłą ozdobę. Otworzyłam ją, a w niej było lusterko i odbicie Lissy, szczęśliwej i spokojnej jak nigdy dotąd w swoim raju na Ziemi. Wrócił mój mąż. Położyłam się spać, pierwszy raz od wielu lat zasypiam spokojnie...
    Pierwszy raz, inaczej odbierając "to jego Abrakadabra" jako klucz do wolności i szczęścia dla Lissy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz