9 sierpnia 2013

Opowiadanie: "Spotkanie"

Spotkanie
 
   Lato tego roku było prześliczne. Słońce od świtu do zmierzchu tkwiło na bezchmurnym niebie,dodając światu blasku.
Monika patrzyła na blask miejskiej fontanny. Wypatrując w niej tęczy rozmyślała nad swoim życiem. Postanowiła wyjechać.
   Monika jest uroczą,dziewiętnastoletnią dziewczyną o czarnych włosach i piwnych oczach,a jej usta są jak świeże,letnie truskawki.
   Dziewczyna spakowała się i wyjechała ze swoją matką w góry. Znalazły idealne miejsce: z dala od zgiełku miasta, obok płynęła rzeka, a lasy i tutejsza roślinność odznaczały się bogactwem i różnorodnością,szczególnie w porze wiosennej i lecie. Postanowiły zostać tu na stałe.
   Pozostało im jeszcze dużo wolnego czasu,więc stwierdziły,że w góry pójdą dopiero następnego dnia. Matka Moniki,pani Krystyna nie chciała spędzić dnia bezczynnie siedząc przed telewizorem. Poszła więc do miasta na zakupy. A droga prowadziła przez las i pola (jak to w górach). Pojechała więc samochodem. Monika korzystając z chwili samotności poszła na pobliski mostek wybudowany nad rzeką obok,który stanowił raczej ozdóbkę krajobrazową,gdyż za mostkiem był jedynie kawałek łączki. Trawa rosła tam gęsto,a koniec łączki wyznaczały skały pnące się w górę z tego miejsca prawie 20 metrów. Monika wpatrywała się w dwa szczęśliwe ptaszki,śpiewające jeden drugiemu coraz piękniejsze melodie. Zastanawiała się nad swoim życiem. Nigdy nie spotkało ją nic niesamowitego ani nie spotkała nikogo,z kim mogłaby się dzielić swym nudnym życiem. Każdy dzień mijał tak samo. Jakie Słońce wstało takie zaszło. Jenak przyjechała tu z nadzieją,że wszystko się zmieni. Ptaszki odleciały. Monika westchnęła i cichym głosem powiedziała do swojego odbicia w rzece: „A może to dopiero długi wstęp przed przygodą mojego życia”. Tak,jak zwykle,spokojnie minął dzień.
   Następnego dnia kobiety wstały o świcie. Miały następujące plany:
-zdobyć szczyt,
-dotrzeć nad staw,
-udać się nad wodospad.
   Będąc w posiadaniu mapy turystycznej,zaliczyły wszystkie punkty planu. W tym roku w góry przyjechało nadzwyczaj wielu turystów,lecz z każdą godziną ubywało ich na szlakach górskich.
   Było już późno,gdy dotarły nad wodospad. Jak przy każdym punkcie turystycznym stała tam budka z napojami i przekąskami. Pani Krystyna poszła po coś do picia,jednakże ktoś zadzwonił do niej i zaczęła długie dyskusje na temat swoich dawnych sąsiadek i koleżanek. W tym czasie Monika robiła zdjęcia. Stała na dużym,mokrym,porośniętym mchem kamieniu. Poruszyła nogą tak niefortunnie,że poślizgnęła się i wpadła do lodowatej wody. Nie umiała pływać,a nurt wody porwał ją szybko,uderzyła głową o skałę i straciła przytomność. Tylko jedna osoba-przystojny ciemny chłopak-zauważył co się stało,gdyż wcześniej przypatrywał się Monice z daleka. Teraz jednak pośpieszył jej na ratunek.Biegł brzegiem,następnie wskoczył do wody i wyciągnął ciało Moniki na brzeg. Nie mógł czekać na pomoc,gdzyż do pomocy nikogo nie było; rozpoczął więc resuscytację. Działał do momentu odzyskania przytomności dziewczyny. Gdy oprzytomniała,zmieszana zapytała:
  - Co się stało?
  - Spokojnie,wpadłaś do wody i straciłaś przytomność. -odpowiedział chłopak- Boli cię coś?
  - Nie. Ale nie wiem jak mam ci dziękować. Pewnie gdyby nie ty już byłabym martwa...
  - Jestem Robert.
  - Ja Monika. Przyjechałam tu z matką,prawie utonęłam,a ona obgaduje wszystkich swoich znajomych przez telefon.
  - Ja przyjechałem do rodziny. Dziadkowie mają ciężko ze zdrowiem i takie tam.
W tej chwili przyszła pani Krystyna krzycząc:
  - Co tu się dzieje? Moniu,musimy iść,a ty tu się w wodzie babrzesz.
  - Mamo,jak ci nie wstyd! - odrzekła Monika.
  - Mnie ma być wstyd? To ty jesteś cała mokra i jeszcze z jakimś panem sobie pogaduszki urządzasz!
  - Poślizgnęłam się i wpadłam do wodospadu,gdyby nie on pewnie już nie miałabyś córki. Gdyby ojciec żył...
  - Ale nie żyje. Chodź rzesz,zaraz zajdzie Słońce.
   Monika wstała. Podziękowała jeszcze raz za uratowanie życia. Zapytała tylko Roberta czy czegoś chce w zamian,on odparł,że tylko numer telefonu. Podała więc,pożegnała się i poszła.
   Następnego dnia dziewczyna obudziła się dopiero około godziny 13:00. Była zła na matkę za jej obojętność wobec wypadku nad wodospadem. Krystyna zaproponowała jej wspólne zakupy po południu. Kiedy szły do centrum Monika rozmyślała o Robercie,to co ją spotkało było jak dotąd jej najciekawszym przeżyciem. Rozmyślania przerwała jej matka: „Jeszcze kilka ulic i jesteśmy. Chodź,kto wie,może nas coś jeszcze zatrzyma. Chodź...”.Przechodząc przez ulicę Monika zauważyła rozpędzony,skręcający w ich stronę samochód,więc szybko się wycofała. Pani Krystyna ma oczywiście swoje zdanie. Kierowca nie zauważył kobiety, ponieważ akurat skręcił. Monika krzyknęła: „Mamo,uważaj!.." Jaki cud się stał,że mimo,iż kierowca nie zdążył zatrzymać pojazdu pani Krystyna nie została potrącona i wyszła bez szwanku? Kierowcą był czterdziestoletni mężczyzna.
  - Coś się pani stało? O już,zaraz pomogę,już...! - błąkał się mężczyzna,podnosząc panią Krysię,która zemdlała ze strachu.
  - Mamo! - przybiegła dziewczyna.
   Kobieta odzyskała przytomność. Nie była zła na kierowcę,była nim oczarowana. Krystyna była kobietą,która kochała bardziej pieniądze,romanse i zabawę niż swoją własną córkę. Teraz udowodniła to odjeżdżając z nieznajomym, piratem drogowym i zostawiając córkę samą tak po prostu. Może się to wydawać śmieszne lub oburzające,ale tacy ludzie istnieją naprawdę i żyją pośród nas,podczas gdy my nie jesteśmy tego świadomi. Krystyna nie odezwała się potem do córki. Monika nie mogła się do niej dodzwonić. Została sama,ale czy całkowicie? 
   To był dopiero początek historii,historii,która nie jest o księżniczce i księciu,i która nie kończy się prostackim happy-end'em : „i żyli długo i szczęśliwie”...
   A życie toczyło się dalej... na razie...
   Niedługo po tym zdarzeniu Monika zaczęła się spotykać z Robertem. Poszukiwała pracy w górach,nie chciała stamtąd wyjeżdżać. Oboje bardzo się do siebie zbliżyli i przywiązali. Pewnego dnia przeglądając newsy w gazecie dziewczyna usłyszała bicie dzwonów kościelnych. Nigdy przedtem nie biły tak donośnie,intensywnie i o tej godzinie. W tej samej chwili zawyła syrena straży pożarnej. Monika wyszła przed dom. Oszołomiona stała i patrzyła na tłoczących się i spanikowanych ludzi na ulicy. Wbiegła z powrotem do domu,włączyła telewizor. Na pierwszym lepszym kanale ogłoszono zamach na rząd. W kraju wybuchła panika,której nie szło stłumić, gdyż dowiadywano się o nalotach bombowych na różne części kraju. Do dziewczyny dotarło dopiero po jakichś 10 minutach co się dzieje. Tak...wojna. „Wojna” - słowo,którego większość ludzi się boi. Szczególnie boją się wojny ci,którzy już jej doświadczyli.
   Roberta zaciągnięto do walki zbrojnej. Miał on służyć w oddziałach sił powietrznych. Monika jak to kobieta w czasie wojny pomagała w szpitalu,gdyż cały personel został wzięty do niewoli. Podczas pewnej akcji oddział ,do którego przynależał Robert został ostrzelony. Z 4 samolotów nie zostało nic,o reszcie słuch zaginął. To zdarzenie miało miejsce nad dużym,wolnym jeszcze miastem,gdzie było dużo ludzi. Jeśli któremuś z pilotów udało się wylądować natychmiast otrzymał pomoc. Robert trafił do szpitala w krytycznym stanie.
   Monika dowiedziała się o całym zajściu i chciała się spotkać z Robertem,ale nie puszczono jej. Robert nie miał szans na przeżycie,a ona o tym wiedziała. Nie wytrzymała. Stres,wojna,śmierć tak bliskiej osoby były przyczyną jej wykończenia psychicznego. Dziewczyna,w której życiu nigdy nie działo się aż tyle naraz,opuszczona przez matkę,która była jej jedyną rodziną biegnie w stronę wielkiego wąwozu. Staje przed nim i mówi do nieba: „Boże,prosiłam Cię kiedyś o całkowitą zmianę życia. I nie ważne czy będą w nim łzy,smutek,zło,chciałam tylko,by było ciekawie. Teraz wiem,że to wszystko mnie spotkało za moją niewdzięczność wobec tego co miałam,a miałam tak dużo. Wiem,że zasłużyłam,ale nie chcę Cię o więcej prosić.” Kończąc to rzuciła się w przepaść. Robert umierał i myślał o Monice,a ona rzucając się myślała o nim. Zanim zginęli wypowiedzieli (nie wiedząc o tym) w tym samym czasie dwa słowa : „kocham cię”.
   A nasze życie trwa nadal,nauczmy się być wdzięczni za to co mamy.
 
 
 
To jedno z moich starszych opowiadań. Podoba wam się? Może macie jakieś uwagi? :)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz