16 sierpnia 2013

Opowiadanie: "Dom przy ulicy Dębowej"

   Witam!
 To opowiadanie jest inspirowane prawdziwym czasem,okolicznościami (obóz) i miejscem akcji. Jest oparte o moje własne odczucia związane z tym miejscem. Zdarzenia są jednak zmyślone. Opowiadanie może zawierać drastyczne opisy. Zachęcam do czytania i wyrażania opinii.


Dom przy ulicy Dębowej


   Usłyszałam kiedyś słowa: "Zejdź na Ziemię. Dorośnij w końcu,tylko dzieci wierzą w te brednie i bajki." Jednakże ta historia wydarzyła się na prawdę.
   Dzień 22 stycznia 2011 roku. Zima,śnieg,Zakopane. Wycieczka młodzieży wypoczywającej w pewnej placówce idzie drogą przez most z kościoła na Krupówki. Przechodzą wąską,krętą ścieżką,którą z jednej strony otacza wysoka góra porośnięta lasem,a z drugiej stoi otoczony zniszczonym płotem,opuszczony dom. Popisany i pomalowany spray-em. Napisy te były przekleństwami,wulgaryzmami,przezwiskami lub nazwami klubów piłkarskich. Okna były otwarte,głównie dlatego,że szyby zostały wybite,a ich oprawy i klamki leżały na ziemi. Słowem: paskudztwo; kawałek Ziemi,który dla prostych ludzi był jedynie śmietniskiem,dziurą świata. Młodzież wycieczki,niezbyt wychowana,przybierająca nadzwyczaj lekki sposób bycia,bez poczucia odpowiedzialności choćby za swoje własne czyny,podzielona była na grupki. Na tych "wybijających się" i tych "wycofanych". Pierwsza grupa dla drugiej była czymś nieosiągalnym,natomiast ci "wybijający się" mieli resztę za frajerów. Postanowili zrobić im kawał lub założyć się. Założyli się. Chłopak z grupy "frajerów" o imieniu Michał miał iść w nocy do tego porzuconego domu i zostać tam na noc aż do rana. Oprócz niego chłopak z pierwszej grupy - Artur - również miał tam spędzić noc. Reszta wycieczki próbowała upozorować,że chłopcy śpią w łóżkach tak,by opiekunowie nie dowiedzieli się o ich ucieczce. Przedstawiciele każdej z grup mieli iść o czwartej rano sprawdzić,czy któryś z nich nie stchórzył,a Artur i Michał mieli pilnować się nawzajem,by drugi nie uciekł z okropnego domu. Zaczęli realizować plan.
   Noc 22/23 stycznia 2011 roku była dla większości zdecydowanie niezapomnianą. Teraz pisząc to po kilku latach pamiętam każdy szczegół z tego co widziałam,słyszałam i się dowiedziałam.
   Po godzinie 22:00 Michał i Artur wraz ze swoimi przyjaciółmi wymknęli się z placówki do strasznego domu. Ten kto dłużej wytrzyma w tym budynku wygrywa. Przegrana grupa oddaje wygranej wszystkie sprzęty elektroniczne i gadżety jakie mają za sobą na obozie. Obaj chłopcy pokrzepieni słowami i uściskami swoich przyjaciół przeszli przez dziurę w bramie i powolnym krokiem,po skrzypiących,drewnianych schodach zmierzali w kierunku ciemnego otworu odrzwi,gdzie po chwili pochłonęła ich ciemność. Reszta wycieczkowiczów udała się z powrotem do placówki.
   Michał i Artur,którzy byli już we wnętrzu starego budynku. Zaraz po wejściu rozdzielili się,a to dlatego,że jeden na drugiego miał przygotowane plany,by wystraszyć przeciwnika i wygrać zakład. Nie było jednak łatwo skupić się w tak obcym terenie,samemu,błąkającemu się w ciemnościach. Artur doświadczony w robieniu kawałów przemycił w plecaku potrzebne sprzęty: latarkę,sztuczną krew,gumowe zęby wampira. Michał wziął jedynie egzemplarz nowoczesnych pułapek na myszy. Ułożył je wokół siebie na ziemi i położył się. W domu panowała tak głucha i przerażająca cisza,że można było ogłuchnąć z własnego oddechu. Michał
zasnął. Artur natomiast wysmarował twarz farbą,włożył do ust zęby wampira,wziął latarkę,zakradł się do śpiącego chłopca omijając pułapki na myszy i oświetlił sobie twarz. Zaczął jęczeć tak przeraźliwie,że gdy Michał się obudził był tak śmiertelnie przerażony,że zsiusiał się w gacie. Uciekał niemal nie oddychając. Schował się w jakimś kącie i na razie tam pozostał.
   Artur chichotał,bo udał mu się żart. Rozglądał się po podłodze by nie wejść na pułapki na myszy ustawione przez Michała... Trzasnęły drzwi. Artur poświecił tam latarką... Nikogo nie było. Przez strzaskaną szybę okna wdał się do pomieszczenia suchy podmuch wiatru i poruszył dzwoniącą ozdobę zawieszoną na dachu. Artur ostrożnie zmierzał w kierunku drzwi chcąc zachować ciszę,lecz z każdym krokiem podłoga wydawała się coraz  bardziej skrzypieć. Nagle pokój wypełniła cicha melodia pozytywki leżącej na komodzie. Serce Artura zaczęło szybko bić. Drzwi trzasnęły gdzieś dwukrotnie,wiatr wydobywał coraz głośniej dźwęki z ozdobnych dzwonków,pozytywka przestała grać. Artura przeszły ciarki,po czym rzekł w pustą ciemność: "Nie masz szans Michał,nigdy mnie nie przestraszysz...". W tej chwili zrobił krok do tyłu... Deskę z podłogi obok jego nogi roztrzaskała biała jak śnieg ręka i chwytając chłopaka za kostkę wciągała go do podłogi. On krzyczał i wydzierał się. Udało mu się wywinąć,odskoczył i odsuwał się. Nagle zderzył się z czymś od tyłu,odwrócił się,poświecił latarką i ujrzał twarz całą z krwi,bez oczu,a z pomiędzy jej szczerzących się resztek zębów wychodziły robaki. Była tak przerażająca,że nie da się tego opisać. Chłopak oniemiał. Zaczął się odsuwać od postaci. Ona ruszyła nagle na niego. Znalazła się przy nim,chwyciła go za kark i rzuciła nim. Za Arturem była krata z dużymi kolcami. Zjawa nadziała go prosto na nie. Jeden kolec przebił mu klatkę piersiową,inny mózg,tak,że kolec był na miejscu oka i inne przebiły jego ciało na wylot. Chłopak zginął na miejscu,a postać rozpłynęła się w ciemności.
   Było około godziny 3:00 rano. O godzinie 4:00 miała wrócić ekipa obozu,tak,by wrócić przed przebudzeniem się wychowawców,lecz droga nieco im się przedłużyła. Nadal panowała głucha noc. Obozowicze byli na miejscu przed 5:00. Do środka weszli dopiero za pół godziny,bo bali się co zastaną. Zdobyli się w końcu na odwagę i weszli do środka. Ostrożnie rozglądając się po pokojach weszli do salonu,gdzie zginął Artur. Zastanawiały ich pułapki na podłodze. Zawiał wiatr,lecz nie było już słychać ozdoby. Przeszli dalej i znaleźli Artura nadzianego na kolce,z którego zeszła już prawie cała krew. Przerażeni wybiegli ze strasznego domu. Poinformowali o tym obozowiczów. Stwierdzili,że w tej sytuacji myślenie o zakładzie jest nieetyczne.
   Po godzinie 6:00,23 stycznia 2011 roku grupa obozowiczów była już przed budynkiem. Ich wychowawcy zorientowali się,że nie ma ich w placówce. "Uciekli" - pomyśleli. Zadzwonili na policję,po tym jak dowiedzieli się,gdzie wszyscy są. W tym samym czasie: Grupka weszła do strasznego domu,by sprawdzić sytuację. Był już świt. Patrząc się na martwe ciało swojego kolegi przerażali się i rozpaczali. Ogarniało ich poczucie winy i głupoty.
   Ale co z Michałem? Przyjaciele poszli go szukać. Przeszli wszystkie pokoje,przeszukali wszystkie szafy... pomyśleli,że uciekł... Wtem słychać wrzask kolegów z piwnicy. Przybiegła tam reszta. Piwnica była ciemnym korytarzem w dół po schodach,a na dole sześcienne pomieszczenie. Przy ścianach leżały zapalone świece,a na środku wisiał Michał powieszony na ozdobnych dzwonkach z salonu. Za wisielcem była ściana,której odłupany tynk tworzył napis: "I pomściłem".
   Przyjechała policja. Uznali wszystko za bardzo proste: Michał zabił Artura i popełnił samobójstwo. Ja w to nie wierze,znałam Michała na tyle,by znać prawdę.
   To wydarzenie odmieniło wszystkich na dobre. A straszny dom nadal tam jest. Jak dotąd nikt do niego nie wszedł,bo i tak by nie wrócił.
   To była prawdziwa historia z nocy 22/23 stycznia 2011 roku w Zakopanym.

;]

2 komentarze:

  1. Ok. Tylko skoro nie widziałaś co się wydarzyło, ani żaden inny obozowicz, bo byliście w hotelu, Michał i Artur zginęli skąd wiesz, co się wydarzyło? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jak napisałam wyżej historia jest zmyślona,tylko inspirowana miejscem :) a narrator jest wszechwiedzący,nie pisałam nigdzie,że jestem uczestnikiem obozu,mogłabym być każdym,nawet zjawą hehe
      to tylko opowiadanie,nie pamiętnik ;D

      Usuń